Podczas rozmowy ze znajomymi na temat miesięcznych wydatków na jedzenie wyszło na to, że wydajemy z mężem bardzo mało. Jakoś nigdy tak na to nie patrzyłam, wydawało mi się, że wydajemy w miarę standardowe kwoty. Okazało się jednak, że nie, dlatego postanowiliśmy przez jeden miesiąc dokładnie spisywać wszystkie posiłki, wydatki, straty. Temat poruszyłam na moim InstaStories i byliście bardzo nim zainteresowani, stąd ten wpis!

gotowanie zero waste

Gotowanie zero waste, czyli co?

Żyjemy według zasad zero waste i tak jest również w przypadku gotowania. To, co publicznie mówi się o kuchni zero waste to to, że to gotowanie z resztek i najczęściej padają takie przepisy jak: pudding z resztki chleba, zapiekanka z resztkami różnych warzyw, czy kluski z ziemniaków z wczorajszego obiadu . Nie, nie, nie! W ogóle nie o to chodzi! 😊 Kuchnia zero waste to taka, w której do resztek się nie doprowadza, czyli planujemy, robimy zakupy zgodnie z listą i w pełni wykorzystujemy produkty. W efekcie nic nam nie zostaje, czyli nic się nie marnuje!

Nasz system

Główne zasady naszego jedzeniowego systemu:

  • robimy tygodniowe plany posiłków
  • raz na dwa tygodnie zamawiamy warzywa i jajka od lokalnego rolnika
  • raz w tygodniu jeździmy do sklepu
  • nie kupujemy pieczywa, bo jemy je rzadko, ale raz na jakiś czas pieczemy bułeczki i je mrozimy (to samo można zrobić z pieczywem z piekarni) – po pierwsze nie trzeba „w tygodniu” chodzić po świeże pieczywo, a po drugie się ono nie marnuje (pieczywo jest najczęściej wyrzucanym produktem przez Polaków!)
  • nie kupujemy gotowych słodyczy (oprócz rogali świętomarcińskich)
  • 90% obiadów i niektóre kolacje gotujemy na dwa dni 
  • raz w miesiącu zamawiamy na wynos (z jednej strony #wspieramgastro, ale z drugiej to jednorazowe śmieci, dlatego ustaliliśmy sobie dowóz raz na miesiąc)
  • nie kupujemy wody w butelkach ani słodkich napojów / soków

Planowanie posiłków

Nie wiem, jak wyglądało moje życie przed rozpoczęciem tygodniowego planowania posiłków. To znaczy wiem – było chaotyczne, chodziłam do sklepy co dwa-trzy dni, traciłam czas na bezsensowne chodzenie między półkami, kupowałam produkty, których nie wykorzystywałam i potem je wyrzucałam, traciłam pieniądze, a koniec końców i tak otwierałam lodówkę i stwierdzałam „nie ma co jeść”. Na początku było trudno wymyślać posiłki na cały tydzień do przodu, ale z czasem wchodzi to w krew! Zwłaszcza, że po tym, jak już wejdzie się w ten rytm, to widzi się, że ma on same zalety:

  • jadę do sklepu tylko raz w tygodniu,
  • zakupy są szybkie, bo mam listę do odhaczania,
  • nie zastanawiam się codziennie, co będę jeść, bo wszystko jest rozpisane,
  • nie kupuję produktów, których nie zużyję,
  • nie marnuję żywności,
  • nie marnuje pieniędzy,
  • oszczędzam czas.

Jak planować

Jak się w ogóle zabrać za planowanie posiłków? U nas ten proces wygląda następująco:

  • Biorę kartkę i wypisuję rubryki: pomysły na posiłki, kolejne dni tygodnia (my najczęściej planujemy od soboty do piątku) oraz listę zakupów – na razie wypisuję tylko nagłówki, nie uzupełniam
  • Sprawdzam, jakie produkty mamy w szafkach / lodówce i czy jest coś, co wymaga zjedzenia – jeśli tak, to zapisuję do „pomysłów na posiłki”
  • Oglądamy gazetki sklepów, do których jeździmy – co aktualnie jest w promocji. Jeśli coś nam wpadnie w oko i mamy pomysł na przepis to zapisujemy to.
  • Myślimy też o tym, co jest aktualnie produktem sezonowym.
  • Robimy z mężem burzę mózgów – wspólnie wymyślamy, co byśmy zjedli, na co mamy ochotę i jakie dania możemy zrobić z tego, co mamy już w domu (jeśli coś takiego jest). Wszystko zapisujemy w sekcji pomysłów.
  • Myślimy też nad maksymalnym wykorzystaniem produktów, które kupimy do dań. Czyli np. jeśli wpisaliśmy, że mamy ochotę na kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym i wiemy, że pieczarek zużyjemy pół opakowania, to musimy wkomponować w nasz plan posiłków jeszcze jakieś danie, które te pieczarki wykorzysta.
  • Gdy mamy już bank pomysłów na dania, ustalamy, co zjemy którego dnia. Bo jeśli np. chcemy zjeść sałatkę ze szpinakiem to trzeba ją „ustawić” w miarę na początku tygodnia, bo jeśli ustalę go na koniec tygodnia to prawdopodobnie ten szpinak nie będzie się już do niczego nadawał.
  • Przy ustalaniu harmonogramu bierzemy też pod uwagę nasze możliwości czasowe, np. jeśli we wtorek idziemy do teatru to nie planujemy wtedy wielkiej skomplikowanej kolacji, tylko raczej coś szybkiego.
  • Następnie spisujemy produkty potrzebne do posiłków i patrzymy, czy czegoś już nie mamy (głównie suchych produktów typu ryż, kasza, makaron).
  • Gdy lista jest już ostateczna, po weryfikacji z szafkami i lodówką – jedziemy na zakupy, oczywiście bierzemy własną torbę i woreczki na owoce / warzywa!

Co jemy?

Ogólnie jemy wegetariańsko lub wegańsko, ale 1-2 razy w miesiącu jemy rybę. Bazujemy na warzywach, strączkach, kaszach, unikamy mocno przetworzonego jedzenia, choć wiadomo, że jak od czasu do czasu zjemy np. sojowe kiełbaski to nie umrzemy 😉 Staramy się jeść sezonowo i korzystać z tego, co w danej chwili jest łatwo dostępne i świeże.

Śniadania: od poniedziałku do piątku na śniadanie ja jem owsiankę na mleku roślinnym (z owocami / orzechami / nasionami), a mąż płatki kukurydziane z bakaliami, w weekendy jemy potrawy jajeczne – jajecznica, omlet, szakszuka itd.

II śniadanie: najczęściej jem coś słonego na ciepło, typu jajko na miękko, smażone warzywa.

Obiady: zupy (np. ogórkowa, pomidorowa, warzywna, rosół), kotlety warzywne / soczewicowe, falafele, ryż / makaron / kasza z tofu i warzywami

Przekąski: owoce, orzechy, naleśniki z masłem orzechowym i dżemem.

Kolacje: np. placki (marchewkowe, z kapusty, na słodko), sałatki, pasty (hummus, smalec z fasoli), zupy krem

To przykładowe posiłki, ale jeśli chcesz zobaczyć, co dokładnie jadłam każdego dnia w marcu to zajrzyj do wyróżnionej relacji #CoJem na moim Instagramie.

Wskazówki, jak wydawać mniej na zakupach

  • Kupuj duże opakowania sypkich produktów, które mogą być długo trzymane, np. strączki. Duże opakowania są tańsze!
  • No właśnie – patrz na cenę za kg (podana niżej drobnym drukiem), a nie na cenę „główną”
  • W przypadku produktów z długą datą – poluj na promocje! Ja np. zawsze poluję na promocje na mleka roślinne i gdy taka się pojawia, robię spory zapas.
  • Patrz na skład, nie na markę produktu. W supermarketach z markami własnymi, np. Auchan, Carrefour są produkty pod logiem sklepów, które wizualnie wyglądają słabo, ale są dużo tańsze od innych. W większości przypadków produkty te wykonuje znana marka, ale sprzedawane jest to pod innym logo. Po co więc przepłacać za ładne opakowanie? Przeczytaj skład i jeśli jest ok, to kup!

Straty

Niestety były dwie straty ☹ Wyrzuciłam jedno kiwi, bo biedne gdzieś się schowało za innymi owocami i spleśniało. A druga to buraki z barszczu – mieliśmy plan je wykorzystać, ale ostatecznie nie wyszło.

To ile wydajemy?

Dane zebrałam za równe 4 tygodnie, przypominam, że dotyczy to 2 osób dorosłych:

530 zł

Wiadomo – każdy miesiąc jest inny, ale wynik uważam za całkiem adekwatny, bo gdy liczyliśmy mniej więcej inne miesiące to wychodziło nam raz ok 400 zł, innym ok 600zł. Więc myślę, że średni wynik roczny może być ok 500-550 zł na miesiąc.

A Ty ile wydajesz na zakupy spożywcze? Robisz plan posiłków? A może teraz zaczniesz?

Udostępnij dalej!

18 Thoughts on “Kuchnia zero waste – ile wydaję, co jem”

      • Wow jestem pod wrażeniem! Ja również planuje posiłki pod gazetkę z Lidla i robimy zakupy raz w tygodniu, ale niestety często w tygodniu nie mam siły lub checi żeby gotować i w efekcie trzeba na szybko coś zamówić. Nauczylam się żeby to co zostało jakoś wykorzystać, wiec tez prawie nic się nie marnuje 🙂 U nas wychodzi koło 700zl za miesiąc za 2 osoby jedzące wegetariańsko.

  • Rzeczywiście baaaardzo mało wydajecie. My jesteśmy rodziną 4 osobowa i wydaje średnio miesięcznie 2600zl ale jemy mięso (ekologiczne) i ryby (tylko połowowe z certyfikatem). Dodatkowo zamawiamy 1-2 razy w miesiącu sushi lub coś z kuchni indyjskiej także średnia miesięczna to ok 3tys. Na szczęście praktycznie nic nie wyrzucamy bo też planuje posiłki 🙂

  • Wiele z Waszych zasad stosujemy i u nas już od dawna. 🙂 Jak sporządzanie tygodniowego menu, listy zakupów, wykorzystywanie tego, co już mamy. Oszczędzamy jedzenie i pieniądze, więc wszystkim wychodzi to na zdrowie. 🙂 Nauczyłam się też dzięki temu nie kupować kompulsywnie spożywki (ooo fajny czarny makaron coś się wymyśli – tak już nie kupuję), a z czasem przeniosło się to też na zakupy w drogerii i te ciuchowe.
    Pozdrowienia z Bydgoszczy 🙂

    • Super! Mi też zdarzało się kupować „o, fajne, coś z tego zrobię” albo „o, fajne, na promocji” i kończyło się to w koszu na śmieci albo zalegające gdzieś w szafce. Teraz tylko plan i lista i nic się nie marnuje 🙂 Pozdrawiam!

  • Super post! Ja jestem obecnie na trzecim roku studiów i mieszkam w akademiku. Dopiero od kilku miesięcy działam w takim systemie i żałuję, że tak późno się za to zabrałam. Wcześniej traciłam masę czasu na gotowanie sobie obiadów tylko na jeden dzień, chodzenie na zakupy co drugi dzień i kupowanie np. gotowych pierogów kilka razy w tygodniu przez brak czasu, pomysłu i składników na obiad… Dodatkowo takie codzienne gotowanie we wspólnej akademikowej kuchni nie było dla mnie niczym przyjemnym, tym bardziej w pandemicznych czasach – gotowanie na jednej kuchence z dwoma innymi osobami wprowadzało takie poczucie niepokoju, plus odbierało jakąkolwiek radość z przygotowywania posiłku.
    Teraz chodzę na zakupy raz w tygodniu, wcześniej planuję posiłki na cały tydzień i robię listę zakupów. Co 3-4 dni gotuję sobie (i to najczęściej rano, żeby uniknąć ludzi w kuchni) wielki garnek jakiegoś obiadowego dania i w kolejnych dniach po prostu odgrzewam sobie na obiad porcję w mniejszym garnku.
    Naprawdę polecam taką organizację kwestii gotowania wszystkim, a w szczególności studentom! 😉

    • Zgadzam się, życie bez planów posiłków jest strasznie męczące i frustrujące! Ja tego systemu nie odkryłam na studiach (szkoda!), ale lepiej późno niż później 😉

  • Śledziłam Twoje posiłki na Instagramie i popatrzyłam kilka nowych przepisów.Na jedzenie wydajecie naprawdę zdumiewająco mało.My 2 dorosłych+dziecko 4,5 roku wydajemy ok.1000-1100 zł (w sezonie gdy robimy przetwory średnio 1300-400 zł),ale my jemy mięso.Rzadko coś teraz zamawiamy,przetworzone jedzenie odpada (wyjątek to paluszki rybne,wegańskie kiełbaski i gyros z Dobrej Kalorii).W zasadzie zero wody butelkowanej,soków,napoi i słodyczy.Spróbuję wprowadzić kilka nowych przepisów i mam nadzieję,że uda nam się ograniczyć wydatki chociaż ceny wciąż idą w górę…Najważniejsze,że staram się planować i zużywać wszystko co kupujemy.

  • Z mężem na 2 osoby wydajemy średnio 600-700 miesiecznie, a przyznam, że czasem się lenimy i kupujemy kanapkę czy lunch w pracy, w te statystyki wliczam też kawę na mieście itp. Mięso jemy rzadko, najczęściej podczas wyjazdów do domu rodzinnego. Kwota, którą wy osiągacie nie jest dla mnie zaskoczeniem i nie rozumiem skąd taka fala zdziwienia, o której pisałaś na insta. Szczerze mówiąc sama jakiś czas temu zdziwiłam się, że wydajemy niedużo (w mojej opinii), ale niczego sobie nie odejmujemy ani się specjalnie nie staramy. Po jakimś czasie to po prostu przyzwyczajenie

    • Nam też już planowanie weszło w nawyk i ta mała kwota jest tylko skutkiem ubocznym. Nie jest tak, że sobie odmawiamy. Po prostu planujemy, nie wyrzucamy i tyle wychodzi 😉

  • Kiedyś stosowałam prawie taki sam system i na rodzinę 2+2 wydawałam miesięcznie 1000-1200 zł (w to wliczam także okazjonalne piwo, chemię domową itp.). Wtedy jedliśmy jeszcze mięso (duuużo mięsa…). Od roku dwa razy w tygodniu skipuję, a w sklepie kupuję głównie roślinne zamienniki mięsa i ser żółty — miesięcznie wydaję teraz na całą rodzinę 200-300 zł.

  • Mnie do głowy przyszła jeszcze jedna sprawa. Od kilku lat coraz więcej osób zaczyna jeść na mieście w restauracjach i fast foodach. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak wygodni. Mało komu chce się przygotowywać posiłki w domu lub po prostu nie mają na to czasu. To generuje 100% większe koszty wyżywienia. Tutaj na pewno ważne jest to, gdzie jemy, bo ceny w restauracjach też są bardzo zróżnicowane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.