Czy małe kroki mają sens? Jakie ma to znaczenie dla świata? Po co się starać? I jak w tym wszystkim nie oszaleć? To wpis z kategorii: szkoda, że nikt takiego tekstu nie napisał parę lat temu, gdy ja zaczynałam eko życie. Dlatego przychodzę z ratunkiem dla każdego, kto zadaje sobie podobne pytania i, podobnie jak ja kiedyś, czuje się zagubiony w tym gąszczu zagmatwanych eko pytań i dylematów.

Gonitwa myśli

Pomysł na ten wpis wziął się tak naprawdę z mojej niedawnej „historii” – przyniosłam ze sklepu zrywkę (wręczyła mi ją pani w małym spożywczaku w „nie moim” mieście). To najgorszy (dla mnie) rodzaj śmiecia – użyty przez kilka minut, niezdatny do recyklingu, a że lekki to często „lata” gdzieś w powietrzu, nierzadko też trafia do wody. To była pierwsza foliówka wzięta przeze mnie w sklepie od ładnych paru lat! Narodziły się pytania: czy powinnam teraz mieć wyrzuty sumienia? Samobiczować się? Spalić ze wstydu? Usunąć Instagrama i bloga, no bo innych edukuję, a sama biorę zrywki? W ramach rekompensaty posadzić drzewo? A może olać temat? Co moja jedna reklamówka zmieni na świecie? Ja jestem jedna, a ludzi na świecie 7,8 miliarda. I tak przecież została już wyprodukowana, więc co za różnica. Nie ja powinnam przejmować się swoim wpływem na środowisko, a biznes i rządzący – to oni przecież mogą wprowadzać zmiany systemowe, zmiany na dużą skalę. W ogóle jaki jest sens małych zmian, skoro realnie nic one nie znaczą? Po co się starać, ograniczać, zmieniać nawyki, edukować siebie i innych?

Kto nie miał nigdy takiej gonitwy myśli, niech rzuci kamieniem 😛 To chyba częste przemyślenia każdego świadomego, eko konsumenta.

Kto jest winny?

Problemem w tych przemyśleniach jest to, że chcemy jednoznacznych odpowiedzi. Że jedna strona jest odpowiedzialna za zmiany, a reszta jest zwolniona. Że to nie moja wina, a ich (reszty świata). I niech to ONI coś zrobią. Tylko, że to tak nie działa.

Nie ma „ja” i „oni”. Jesteśmy MY wszyscy razem na tej planecie i wszyscy chcemy na niej przetrwać. Tak, nie chodzi o ratowanie planety, bo ona bez nas doskonale sobie poradzi. Walka toczy się o nas, ludzi, mieszkańców Ziemi: o warunki, w których żyjemy i będziemy żyć oraz o to, jaki świat zostawimy kolejnym pokoleniom.

Świat nie jest taki prosty, że tylko jeden „element” jest odpowiedzialny za całe istniejące zło. Żyjemy w skomplikowanym systemie, w którym wszystko jest ze sobą powiązane i na siebie oddziałuje.

Dlatego przerzucanie winy nie ma sensu. Wszyscy musimy działać, a nie oglądać się za resztą. Wszystkie działania nawzajem się napędzają, uzupełniają i mają po prostu moc.

Wszystko ma sens

Nie ulega wątpliwości, że zmiany systemowe dają największy efekt w najkrótszym czasie, jednak często te zmiany wynikają z walki, nacisku danej grupy walczącej o ten sam cel. Nie ma walki ze zmianą klimatu czy plastikiem ani bez zmian systemowych, ani bez indywidualnych wyborów konsumenckich. Już wyjaśniam dlaczego:

  • Osoby indywidualne głosują w wyborach, zatem wybierają polityków, którzy będą decydować o zmianach systemowych, czyli odgórnych regulacjach, a im więcej świadomych ekologicznie obywateli, tym większa szansa na wybranie mądrych polityków.
  • Z kolei nawet jeśli u władzy nie są szczególnie wrażliwi na los planety politycy, to, żeby mieć poparcie i wygrać kolejne wybory, muszą wsłuchać się w „głos ludu”, a jeśli głosem ludu będzie walka ze zmianą klimatyczną, to będą musieli wpisać to do swojego programu wyborczego.
  • Nasze indywidualne wybory wpływają na biznes, który ofertę musi dostosować do klientów, a im więcej świadomych konsumentów, tym więcej dobrych, ekologicznych produktów.
  • Głosujemy pieniędzmi – nasze pieniądze to głosy w wyborach, które odbywają się codziennie, a wygrywa ten, którego wybiera najwięcej osób, najsłabsi odpadają, czyli znikają ze sklepowych półek.
  • Nasze małe kroki i zmiany wpływają na ludzi, którymi się otaczamy i oni też z czasem mogą wprowadzić zmiany u siebie i zainspirować do tego kolejne osoby w swoim otoczeniu, te z kolei kolejne, kolejne i kolejne!
  • Mała zmiana / jeden śmieć, ale pomnożony przez miliony osób daje ogromny efekt.
  • Rosnąca świadomość ekologiczna ma także wpływ na świat nauki, który pracuje nad technologiami typu „wyłapywanie” CO2 z atmosfery czy szybki rozkład plastiku. Im większa presja, tym więcej inwestycji w badania nad tego typu rozwiązaniami.
  • Zmieniające się preferencje konsumentów to również sygnał dla inwestorów, którzy zastanawiają się, gdzie ulokować swoje pieniądze. Rosnąca świadomość ekologiczna to dla nich kolejny biznesowy „trop”, więc inwestują w zielone rozwiązania, w zielone firmy, a te firmy, które zielone jeszcze nie są, muszą szybko nadrabiać i wprowadzać eko strategie.

Wracając do mojej „historii” – ta jedna foliówka nie zrujnuje świata i światu nie zrobi różnicy. Tak samo jak jej odmówienie świata nie uratuje. Taka jest prawda. Ale jednocześnie ten jeden śmieć może przynieść wielki rezultat i stać się „efektem motyla”. W uproszczony sposób obrazuje to poniższa grafika:

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Eliza Sobczuk | Eko życie 🌱 (@pokoleniezerowaste)

Małe kroki to duży paradoks. Dlaczego? Bo cokolwiek robimy, jakąkolwiek decyzję podejmujemy, musimy pamiętać, że to jednocześnie nic nie znaczy i znaczy bardzo wiele. Nic nie zmienia, ale może doprowadzić do dużych zmian. Warto więc się starać, ale nie warto się zadręczać w momencie chwilowej porażki.

Siła jednostki

Warto mieć też z tyły głowy, że każda zmiana, rewolucja, wywalczone prawa, inicjatywa zaczęła się od pojedynczej, zdeterminowanej jednostki. Wiesz, że Greta Thunberg na początku strajkowała sama? Pół roku (!) później strajkowano już w 2 tysiącach miast w 123 krajach! A Młodzieżowy Strajk Klimatyczny cały czas rośnie! Tak wiele może jeden mały człowiek 😊 Jeśli czasem czujesz się osamotniona_y w swoich działaniach, przypomnij sobie ten przykład!

strajk klimatyczny

Strajk Klimatyczny, Kraków 20.09.2019

Dodatkowo – mając całą tę wiedzę, nazwijmy ją, okołoekologiczną – wiedząc np. jak działa fast fashion, jak negatywny wpływ na środowisko i zdrowie ma plastik czy spożycie mięsa, jak mogę tę wiedzę „olać” i żyć tak, jak wcześniej? Liczyć na zmiany systemu czy innych? Mam świadomość tego wszystkiego, więc jak mogłabym nic nie robić i czekać aż ktoś inny COŚ zrobi? Nie wyobrażam już sobie wrócić do mojego starego życia – śmieciowego, bezrefleksyjnego, egoistycznego, konsumpcyjnego. Nawet jeśli to, co robię miałoby okazać się bez sensu, i tak żyłabym jak teraz, bo teraz żyję świadomie. 

Sam_a świata nie zbawisz

Dodam jeszcze, że panuje ogromne niezrozumienie ze strony społeczeństwa wobec indywidualnych eko działań. Ja nie raz usłyszałam, że po co ja to robię i że sama świata nie zbawię (a właśnie, że zbawię!). Ważne jest więc, aby jak najwięcej osób zrozumiało sens małych kroków i zamiast wyśmiewać – dołączyli albo chociaż zamilkli i nie przeszkadzali 😉 Jak będziesz dyskutować z takim „wiedzącym-lepiej”, już wiesz jaki tekst mu podesłać!

Myślę, że każdy powinien taki tekst przeczytać i móc do niego wracać w chwilach zwątpienia. Ja chciałabym mieć taki wpis pod ręką, gdy zaczynałam moje eko życie, jakże wtedy pełne chaosu, zwątpienia, niepewności i mnóstwa pytań.

Na koniec słowa Gandhiego, które motywują do dalszego działania:

„Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie”.

Po prostu.

 

Udostępnij dalej!

2 Thoughts on “Czy małe eko kroki mają sens?”

  • Bardzo pomocny tekst. Jednak ja największy problem mam ze statystykami obrazującymi jak to już wygląda… Ile marnujemy żywności, ile ubrań i butów wyrzucamy, ile hektarów lasów zostaje wyciętych itp., itd. Przeraża mnie to i dobija i wtedy sobie myślę (mimo, że wierzę w siłę małych zmian), że po prostu nie zdążymy tego naprawić, że już za późno i nie ma dla nas nadziei… Jednak wciąż się nie poddaję, ciągle próbuję być tą zmianę i Twój blog jest w tym ogromną pomocą, dziękuję za to co robisz!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.